Migawki znad Warty
16 08 2009To być może była ostatnia tak ciepła sierpniowa niedziela, więc nie można było przegapić takiej okazji. Dziś celem był rezerwat w Krajkowie nad Wartą.








Kategorie : Rowery, Warta, Wielkopolska
To być może była ostatnia tak ciepła sierpniowa niedziela, więc nie można było przegapić takiej okazji. Dziś celem był rezerwat w Krajkowie nad Wartą.








Wiosna na całego, ale mogłoby być trochę cieplej. Dziś słonecznie i bezchmurnie, ale tylko 12-15 stopni C.
Tym razem – inaczej niż zwykle – nie pojechałem na długi weekend w góry, a na niziny. No może niezupełnie niziny, bo sporo tam wzgórz, nawet do 200 m n.p.m. Celem wyjazdu była rekreacja rowerowa i plan został wykonany w 100 procentach. Ale do rzeczy.
Jeśli chodzi o trasy rowerowe to:
- drogi leśne są w sporej części piaszczyste, często nieprzejezdne dla roweru
- zdarzają się drogi żużlowe w lesie, szczególnie gdy łączą jakieś miejscowości
- oznakowanie szlaków jest średnie, widać że część znaków dawno nie była odnawiana i są słabo widoczne
- szczególnie mylący był niebieski szlak z Milska na południe wzdłuż Odry – gubiłem i znajdowałem go ze trzy razy; słońce grzało tak, że nawet kawałek pojechałem w przeciwnym kierunku niż miałem zamiar ![]()
- turystów na rowerze praktycznie brak – przez 3 dni nie spotkałem żadnego, o tłok można się więc nie obawiać (przynajmniej w tym okresie)
- mapa WzKart 1:100 000 (M-33-7/8) nie jest wystarczająca do jeżdzenia rowerem po lasach, tym bardziej ze względu na nieaktualność – nie ma niej bardzo wielu szlaków.
Baza noclegowa – miejscowość Bojadła, gospodarstwo agroturystyczne państwa H. i M. Michalak, które wszystkim polecam. Bardzo sympatyczna atmosfera, dobre jedzenie, jest gdzie wypocząć w ogródku, zrobić ognisko itp.
W wiosce są 3 sklepy spożywcze, jest apteka, poczta, bank spółdzielczy, więc dość nieźle jak na wieś z 1200 mieszkańcami. Jest też i pałac
przygotowywany obecnie do remontu. Do Zielonej Góry jest 24 km przez Milsko czyli przekraczamy Odrę promem (uwaga, czasem mogą się zdarzyć kolejki – najbliższe mosty w Sulechowie albo Nowej Soli). Prom zabiera zwykle 5-6 samochodów osobowych – w zależności od ich rozmiarów. Kursuje w porze dziennej, dokładne godziny są podane na tablicach informacyjnych – jedna jest na szczęście w Bojadłach, więc nie trzeba się fatygować nad rzekę.
W okolicy jest sporo różnych pałaców, parków przypałacowych itp. tylko trzeba zjechać z głównej drogi. Zwykle przed daną miejscowością są czerwone tablice z oznaczeniem lokalnej atrakcji turystycznej, tylko czasem trzeba popytać w samej miejscowości, bo mogą leżeć nieco oddalone od głównej drogi (np. pałac w Klenicy).
Polecam ten rejon na wypoczynek, natomiast rowerzystom proponuję uzbroić się w szerokie opony i mocne nogi – czasem rower trzeba pchać, bo jechać się nie da. Uwaga zmotoryzowani – drogi lokalne w tym regionie często są szerokości 1,5 samochodu, więc lepiej się zbytnio nie rozpędzać – trzeba ustępować jadącym z naprzeciwka. A to dlatego, że drogi te są obsadzone drzewami rosnącymi tuż przy szosie – ładnie to wygląda, natomiast zmusza do ostrożniejszej jazdy.
Tym razem w planach była wycieczka do Kórnika. Najpierw zajrzeliśmy na zawody MTB w Puszczykowie, a potem ruszyliśmy w trasę. Z początku było chłodnawo i trochę kropiło, ale przed południem się rozsłoneczniło i robiło się coraz cieplej (minus wiatr, który cały czas zawiewał).
Myślę, że można to nazwać Rajdem Szarlotkowym, bo nie chwaląc się – zjadłem dwie po drodze. Jedną w Rogalinie – dobra! (“z dużymi kawałkami owoców” – jak mówią w reklamie) i w Kórniku pod zamkiem – ciepła, nienajgorsza ale mikroskopijna.
W Kórniku zjedliśmy też obiad, mimo początkowych obaw, że do Restauracji Kórnickiej nie wpuszczają w stroju sportowym.
Z zewnątrz restauracja sugerowała tzw. “styl GS-ów”, ale w środku nawet całkiem całkiem. To znaczy było tam wiele stylów: rustykalny, myśliwski, etnograficzny i jeszcze pewnie kilka innych.
Jedzenie niedrogie i dobre – kuchnia polska – tylko trochę długo czekaliśmy.
W sumie wyszło 66 km w tzw. terenie mieszanym, większość szosą ale i były też odcinki po drogach leśnych. Na polnych drogach po ostatnich deszczach bardzo mokro i wielkie kałuże, natomiast w lesie o dziwo bardziej sucho.
Tematem dzisiejszej lekcji… a, to nie ta bajka. W każdym razie – poszukiwanie wiosny, oczywiście na rowerze. W lesie jechało się całkiem sympatycznie, natomiast na polach wiatr gwizdał niemiłosiernie. W sumie było tylko 30 km, ale wiatr podnosi stopień trudności 1,5 raza.
Zdjęcia dostępne po kliknięciu w miniaturkę.