Migawki znad Warty
16 08 2009To być może była ostatnia tak ciepła sierpniowa niedziela, więc nie można było przegapić takiej okazji. Dziś celem był rezerwat w Krajkowie nad Wartą.








Kategorie : Rowery, Wielkopolska
To być może była ostatnia tak ciepła sierpniowa niedziela, więc nie można było przegapić takiej okazji. Dziś celem był rezerwat w Krajkowie nad Wartą.








Tematem dzisiejszego wyjazdu było polowanie na parowozy. A konkretnie na ten jeżdzący trasą Wolsztyn-Poznań. Dzięki zorganizowaniu ekipy polującej udało się go ustrzelić dwukrotnie - raz jak jechał do Poznania i drugi raz w drodze powrotnej. Jako bonus był też szynobus. A drugi bonus to wielki jeleń, który przebiegł nam drogę razem ze swoją panien… łanią znaczy się. A rogi miał naprawdę duże.
Zdjęcia są pod miniaturką.
Niedzielna przejażdzka do Szreniawy.
P.S.
Zapomniałem dopisać - 3 dziury w dętkach na jeden dzień i jeden rower to chyba dość? Najpierw jedna tuż po wyjeździe z domu, potem druga (duża!) przy zdejmowaniu dętki i trzecia przy powrocie, tuż przed domem. A i jeszcze zapasowa dętka miała wentyl, który nie chciał przejść przez otwór w obręczy. Limit awarii na ten sezon się wyczerpał…
Zaraz nadjedzie pociąg…
… i nadjechał, ale tak szybko, że nie złapałem go od frontu.
Nie ociągać się tam z tyłu!
Czapki z głów…
Wiadukt zdobyty!
Na stacji w Szreniawie.
Detale kolejowe.
Kilka migawek z majówki 2009.



Wiosna na całego, ale mogłoby być trochę cieplej. Dziś słonecznie i bezchmurnie, ale tylko 12-15 stopni C.
W tym roku jesień wyjątkowo się ociąga. Prawie połowa października, a większość drzew jeszcze zielona. Temperatura była bardziej jak we wrześniu (prawie 20 stopni), więc jeździło się bardzo przyjemnie (mimo, że nieco wiało).
Aby zobaczyć zdjęcia kliknij link.
Gorący letni dzień, więc czas na rower. Dwa litry wody ze sobą, no i zapas w portfelu.
Okolice bardzo ładne, zresztą można zobaczyć na zdjęciach. Akurat był czas żniw, więc na polach wszędzie leżały belki słomy. W lesie na szczęście nie było już tak gorąco, nawet gdzieniegdzie było czuć wilgoć po wczorajszej burzy.
Niestety niedaleko od końca wycieczki zerwał mi się łańcuch, jedynie interwencja dobrej zmotoryzowanej duszy uratowała mnie od długiego spaceru do domu.
Niedziela w markecie…, a nie bo dziś były pozamykane. Nie pozostało nic innego jak pojeździć rowerem.
Tym razem wybrałem się przez okolice jez. Jarosławskiego w WPN, potem na Wiry, Łęczycę i dalej w kierunku Warty. A szlak nad Wartą w stronę Puszczykowa piękny jest.
Tradycyjnie sobotę należy spędzić na rowerze.
A nie w supermarkecie! …. do którego to jedzie się w niedzielę.